program partnerski Diores

O jeeej... co z tą muzyką?


Wchodzisz na salę ze świeżutkim mężem pod pachą witana niezdecydowanymi uśmiechami gości. Czujesz w powietrzu jakiś "dym", skandal, coś... nie wiesz, o co chodzi, dopóki nie słyszysz pierwszych krzywych akordów „Sto lat” i pisku z głośników. Spoglądasz na scenę, widzisz frontmana z gustownym przedziałkiem, w różowych spodniach, zielonej marynarce, uśmiechem pozbawionym jedynki, jeszcze trzy i pół kroku, bladość, pot, krew uderzająca do głowy i padasz... zaliczasz tzw. "glebę", a budząc się po 36 minutach widzisz nad sobą umalowane pięknie twarze cioć, teściowej, przaśne uśmiechy wujków, gdzieś dalej stoi batman, Di Caprio, a Bon Jovi z lampką szampana i psem Pluto przy nodze wygląda na lekko zmieszanego. Coś nie gra, ale teraz już wiesz, przypominasz sobie... Przed Tobą 10 godzin z TĄ kapelą, tym frontmanem, o nieeeeee!!!... I wtedy na szczęście czujesz jego subtelny dotyk i ciepłe pytanie: "Co się stało, kochanie, dlaczego krzyczysz przez sen: "Nie grać! Won stąd patałachy!" ? Wesele za pół roku, przecież nie wybraliśmy jeszcze zespołu!

Wstajesz, wycierasz pot, jeszcze łyk wody mineralnej i toniesz spokojnie w znajomych objęciach, z myślą że masz jeszcze szansę, zasypiasz spokojnie czując na piersiach jego ciepły oddech...

Pewnie sam rwałbym włosy z głowy, gdybym stanął teraz przed dylematem sprawdzenia się w tak gigantycznym przedsięwzięciu logistycznym jak wesele ;)

Jakże często rozmawiam z paniami czy panami z rozregulowanymi emocjami i rozbieganymi nerwowo gałkami ocznymi, jakże często słyszę o skandalach, muzykach spadających ze sceny lub zasypiających na stołach, wokalach, które podobno - z relacji świadków - brzmią jak tramwaj na zakręcie czy konający skowron, magicznych instrumentach, które grają bez ingerencji rąk ;) i... naprawdę... rozumiem te dylematy ;)) !


Tak sobie pomyślałem - a cooo tam - poopowiadam trochę tutaj z życia i z pozycji bandleadera, czyli szefunia niezłej kapeli coverowej, działającej już baaaaardzo dłuuuugo na naszym rynku małego show-businessu ;) Przedstawię trochę tę drugą stronę medalu, podpowiem może coś, co się przyda Wam, Nowożeńcom ;)

Jestem muzykiem i szefem kapeli AKCJA, jej założycielem, pomysłodawcą i managerem.

Dość wcześnie zacząłem przygodę w tej branży, dlatego mam za sobą teraz kilkanaście lat doświadczeń, pofruwałem troszkę po świecie, zaczerpnąłem inspiracji garść co do poukładania mojej kapeli w Polsce. Mój zespół, jak każdy, miał wzloty i drobne upadki, ale robiłem wszystko, żeby generalna tendencja była konsekwentnie wznosząca jak składki ZUS ;). Jestem upartym, nieznośnym, być może czasem upierdliwym typem dla moich kochanych współgraczy, ale myślę że dyscyplina i wyrobienie pewnych nawyków, dobrych standardów w zespole, to dobry pomysł, tego się trzymam i widzę, że dzięki temu jakoś dajemy radę, co cieszy także – myślę – moich kochanych zdolnych współgraczy z zespołu ;)

Jednym z takich standardów jest u nas np. rezygnacja z procentowo-wyskokowego podejścia do wykonywania pracy. Kilku naprawdę dobrych muzyków niestety u nas pośliznęło się na tym i musiało zmienić barwy zespołu ze względu na zbytnie przywiązanie do "tych" trunków ;). Pozdrawiam ich serdecznie i mimo wszystko życzę sukcesów :)


W naszej historii zaczynaliśmy od przysłowiowych wesel w remizach i festynów wszelkiej maści, graliśmy dla dzieci w szkołach podstawowych, dla strażaków, policjantów, nawet Izby Skarbowej, w końcu udało nam się zaistnieć na prestiżowych krakowskich i warszawskich salach, grając duuuże imprezy (np. Bal Mistrzów Sportu), dla duuuuużych firm (jak Nokia, Orlen, Warka) u boku ludzi, których znaliśmy tylko z TV, graliśmy z nimi i wiecie co? Okazało się, że to są ludzie! :O (The Animals, In-Grid, E.Górniak, Bajm, T-Love, P. Markowska, Urszula, Kayah, N. Kukulska, A. Piaseczny itd...). Szczególnie wesoła historyja przytrafiła się, kiedy graliśmy support przed kapelą legendą - The Animals. Tydzień chodziłem do tyłu przed tą imprezą i odprawiałem gusełka, żeby się udało. Chłopakom z zespołu obiecałem, że jeśli się uda, pierwszy raz w życiu wypiję z nimi piwo i się upiję, znając mnie nie dowierzali, ale... złapali za słowo i trzymali w uchwycie uparcie :). Impreza udała się fantastycznie, co poskutkowało ogólną radością i ogólnym wyczekiwaniem na spełnienie mojej obietnicy.

Nie będę jednak opowiadał historii swego życia, dość że skończyliśmy z chłopakami z The Animals w hotelu na obcym weselu przy piwku opowiadając sobie dziwne historie, tańcząc z panią młodą... niestety wszystkich szczegółów tego wieczoru nie pamiętam wystarczająco precyzyjnie... ;)).


Teraz jestem managerem i gościnnym członkiem mojej kapeli AKCJA oraz muzykiem kilku innych składów, z którymi "uszczęśliwiamy" przyjaciół z Polski, ale także z innych stron świata, być może kieeedyś napisze o podróżach do Ameryki Płd, czy do Emiratów Arabskich, ale wracając do naszych swojskich klimatów... :)

Wybór rodzaju muzyki na swój jedyny (najprawdopodobniej ;) ), niezapomniany (na pewno) dzień ślubu wydaje się być kwestią przysparzającą reakcji alergicznych ;)

Ale oto prosty przepis:

1) umów się z dziewczyną

2) wprowadź w dobry nastrój

3) absolutnie nie zapraszajcie rodziców, teściów i innych rodzinnych doradców... ;)

4) zrób dziewczynie kawkę, przygotuj dobre ciacho i garść ulubionych cukierków

5) po krótkiej rozluźniającej konwersacji zadajcie sobie kilka zasadniczych pytań:

- jaki jest rozmiar Waszego budżetu na kwestię muzyki

- jaki stopień jakości Was interesuje: czy chcecie rozpoznawać poszczególne utwory po pierwszych dwóch nutach, czy po pierwszych dwóch zwrotkach z możliwością wykonania „telefonu do przyjaciela”... ;)

- czy chcecie sobie podśpiewywać z kapelą "O bela, bela Mariii" czy raczej "It's my life"(zakładając opcje w miarę wczesnego rozpoznania, jaki utwór jest aktualnie "na tapecie" ;)), a może chwilami szczypta szaleństwa typu heavy metal, techno, a może mix tego wszystkiego, czyli chwilami "Oppan gangnam style", chwilami "Ja...uwielbiam ją...ona tu jest..." a chwilami "Smoooke on the waaater..."

- jakie są Wasze gusta stylistyczne - w stronę przaśnych klimatów, czyli żeby frontman biegał po sali z rekwizytami i bawił gości gagami typu wałeczki, sznureczki, jajeczka, czy może w stylu klasa i elegancja, a może jakieś umiejętne połączenie w stylu humor, ale z klasą?

- czy podobałyby Wam się niespodzianki w stylu małych show, atrakcji... czyli taki myk, kiedy ekipa z zespołu potrafi z siebie zrobić pozytywnych pajaców ;) lub może zaprosić inne atrakcje na krótkie recitale (ostatnio dość modne) - kwartet smyczkowy, pokaz barmański, kapela góralska, jakiś ciekawy skład instrumentalny...

- jakich macie gości - wiek, Polska czy zagranica, z jakimi mniej więcej gustami (chodzi o to, żeby np. któryś wujek nie skrzywdził widelcem lidera zespołu, ponieważ nie zaśpiewał natychmiast po jego WYRAŹNEJ PROŚBIE "Jesteś szalona"... ;)) )

6) po uzgodnieniu poglądów macie dwa wyjścia:

- zadzwonić do sprawdzonych konsultantów ślubnych

- działać na własną rękę...

W obu przypadkach warto zajrzeć na jeden ze sprawdzonych portali ślubnych, gdzie znajdziecie wszystko (łącznie z propozycjami konsultantów ślubnych), zresztą to już zrobiliście skoro mnie czytacie... ;)).

W pierwszym przypadku (konsultant ślubny), jeśli dobrze wybraliście, prawdopodobnie macie temat z głowy i pozostaje Wam dokończyć kawkę z ciasteczkiem i... rozkoszować się przygotowaniem samych siebie do tego dnia, cokolwiek miałoby to w tym momencie oznaczać ;)).

Ponieważ drugi przypadek (działanie na własną rękę) jest bardziej skomplikowany - może poopowiadam - jeśli dożyję - następnym razem. Tymczasem sam udaję się na późną herbatkę i porozkoszuję się myślą, że to wszystko jeszcze przede mną ;))

Dariusz Barwiński, Kapela AKCJA / www.kapela-akcja.com

Tekst i fot. Kapela AKCJA

Źródło: abcslubu.pl

www.abcslubu.pl

www.facebook.com/abcslubu